obraz

obraz

środa, 11 września 2013

Wsi Polska!



Wsi Polska wsi Prawdziwa! 
Miasto głośne i brudne postanowiliśmy porzucić dla pure lajfa. Powrócić do korzeni kiedy to co się jadło nie rosło w hipermarkecie a fioletowa krowa nie ograniczała umysłów co do wizerunku mućki pasącej się na alpejskich stokach i szerzącej delikatność w narodzie. Tu była praca u podstaw. Prawdziwe żniwa, słoma kłująca w tyłek i kopanie kartofli. Potem czas na relaks pod drzewkiem lub nad jeziorem. 

Dziecię jadło jajka które wcześniej wyjęło spod kury, piło mleko od kozy albo kompot z dyni która za oborą miała swoje poletko. A wieczorami gospodarz przygrywał nam na harmonii umilając ogniskowe posiadówki. Rano i wieczorem cały zwierzęcy inwentarz trzeba było nakarmić i wyprowadzić. Bardzo ważne są na wsi obowiązki. Rządzą tam proste zasady. Przez tydzień zdążyliśmy się przyzwyczaić. Żal się było rozstawać z taką utopiją. Ale tydzień przyjemności spróbujemy powtórzyć w któryś jesienny cieplejszy nieco weekend. A zachęconych opisem naszej przygody odsyłam na stronę WWW.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Dorastanie..



Nasze dziecię wchodzi w nowy etap: etap nauki prostych czynności, słów, zabaw. Stare zabawki szukają nowych właścicieli. Ubranka poprasowane i posortowane odpoczywają na strychu. W co tu się więc bawić? Ano ano teraz dziecię ze mną pierze, wiesza pranie, pośpiesza moje gotowanie, bazgrania się uczy kredą przede wszystkim bo chodnika nie trzeba potem wycierać, dorobiła się własnego stolika i urządza mini tea party dla domowników. Robi się humorzasta i potrafi kiwać głową wydając przy tym ostentacyjne y-y co znaczy stanowcze „nie” w jej wykonaniu. Dużo co prawda nie mówi ale znacznie więcej rozumi. Ja mam tak z językami obcymi. Po Radku ma rzęsy i to by było na tyle. Zmienia się nasz świat. Wchodzimy na kolejny level. Jestem już mocno zmęczona. Od września młoda wita się więc ze żłobem;)

środa, 14 sierpnia 2013

Day-off





Gdy spoglądam zza okna pociągu obrazy przeskakują bardzo szybko. To co było teraz zaraz jest już potem a na końcu znika w oddali. Mój pociąg jedzie zwyczajnie, nie pędzi, dobrze trzyma się torów. W przedziale jest nas troje. Lubimy ze sobą podróżować. Początkowo było nas dwoje ale po drodze ktoś niespodziewanie wsiadł do pociągu i akurat wybrał nasz przedział. Jestem szczęśliwa choć nieco znudzona. Jak każdy podróżnik potrzebuje chwili wytchnienia. Kiedyś potrafiłam samotnie przemierzać świat. Teraz zawsze obok mam moich towarzyszy. Pociąg się zatrzymuje. Wysiadam na stacji Łódź Centrum. To nowa stacja, ciągle w budowie.

Odwiedzam miejsca mi dobrze znajome. Kosztuje herbaty Ideał Delikatności w ulubionej niegdyś kawiarni. Kupuje bilet na seans o 13 z nadzieją że tego filmu nikt nie wybierze (o jedzeniu i jeszcze w Hiszpanii) ale niestety i tu trafia mi się jakaś parka kompanów.. potem jadę na spotkanie z dawnym znajomym. Zaliczamy spacer po Piotrkowskiej, ile tu nowości! Jemy obiad w dzielnicy Hipsterów czyli dawne China Town przerobione na postmodernistyczną dzielnicę spotkań młodzieży nieco bardziej kulturalnej i undergroundowej gdzie ciągle śmierdzi tym samym ludzkim szczochem. Nagle słyszę gwizd mojego pociągu nawołującego do odjazdu. To koniec wycieczki. Wracam nieco zmęczona ale to zmęczenie pozytywne, pełne miłych zdarzeń. Opowiadam o wszystkim moim towarzyszom podróży i zasypiamy jeszcze przed ciszą nocną. 

Dobrze że konduktor miał dziś wolne. Inaczej trudno było by mi wysiąść. Mam bilet na podróż w jedną stronę.

Konduktorem jestem ja.

wtorek, 16 lipca 2013

Wakacyjny masochizm



Jeśli dziecko samo w sobie nie jest dla ciebie wyzwaniem to zabierz je nad polskie morze po środku wakacyjnego sezonu i trwaj w nadziei że dasz radę! Nie wiem od czego zacząć wymienianie epickości naszej wyprawy czy od korków i remontu drogi we Włocławku gdzie jeszcze jak wiadomo autostrada to na razie kupa gruzu która śmierdzi i nikt jej nie chce dotknąć czy od poszukiwań wolnego pokoju w cenach o których nie śniło się nikomu. Ale jesteśmy i wita nas morze, jak zwykle chłodno i ostrożnie. Za to plaża nie wita nas wcale bo nie ma tam ziarenka wolnej przestrzeni. Akurat trafił się upał i przypływ zmniejszając przestrzeń biwakową o połowę. Do tego nasze dziecie uderza w pisk anielski  bo zdążyło już drugi raz wylądować twarzoczaszką w piachu i nie może się do tego morskiego innego klimatu przyzwyczaić. Obraz sytuacji: piach jest wszędzie, ludzie są wszędzie, morze zimne, my zmęczeni, Lili głodna. Wiecznie głodna. Jeśli istnieje jakaś zależność pomiędzy dzieckiem a morzem to na pewno niekończąca się chęć jedzenia. Dlatego warto wcześniej pomyśleć o stercie przekąsek. 
Szczęściem ogromnym przywitaliśmy dzień drugi kiedy to upał się skończył i wywiało ludzi. Mieliśmy plaże dla siebie, koszyk pełen jedzenia i namiot (rzecz totalnie niezbędna z dzieckiem nad morzem). 

Jak dawniej mogłam spacerować z Lilą owiniętą w chustę a Radkowi po dwóch  piwkach zdarzyło się nawet zażywać morskich kąpieli. No i wszyscy się w końcu wyspaliśmy a przede wszystkim dziecie nasze przesypiało noce po 14h! Podsumowując dla nas pogoda oraz ilość dni w liczbie czterech jak na wyjazd z tak małym dzieckiem była wprost idealna.

poniedziałek, 1 lipca 2013

O niebyciu EKO i próbach EKO bycia


Je się jak widać!

            Piętrzyło się piętrzyło i w końcu zachwaściło cały mój umysł. Nie jestem EKO - ot co! Karmiłam dziecko słoiczkami- przyznaje że nadal się zdarza. Mała ma ogromny apetyt na..  życie, ja powoli zaczynam nie wyrabiać. Próbuję nowości. Zmagam się ze swoim lenistwem wzbijając się na wyżyny kreatywności. Ostatnio wpadłam w krąg ekomamusiek i po praniu mózgu zrobiłam zakupy w Botanice (czyli sklep ze zdrową żywnością dla niewtajemniczonych p.s. cholernie drogi). Czy jestem dobrą mamą pytam? Głównie siebie albo zamęczam do znudzenia moją drugą połówkę. Moje dziecko poznaje świat. Poznaje też smaki. Ale czy ja jej nie ograniczam? Czy daje jej ku temu nieograniczone możliwości? Bardzo bym chciała być dobrą mamą tylko trochę za szybko się zniechęcam. Na przykład gdy mała pluje tym co robiłam przez ostanie 3h kiedy ona w tym czasie słodko spała. Wdech wydech i przychodzi czas na kolejne próby. Amarantus ekspandowany, mąka kokosowa, bataty, awokado, mąka z kasztanów jadalnych, mąka orkiszowa typu 2000- to brzmi jak słowa obcego języka. Eh jak łatwo było po prostu przystawić dziecię do cyca i zastępować każdy posiłek ..sama nie musiałam nigdy uważać na dietę. Teraz mały żarłacz nauczył się wchodzenia na swoje krzesełko do karmienia i woła nagląco AM AM – to nie jest mówienie od końca słowa mama jak mogłoby się z pozoru wydawać a sygnał pośpieszający w ruchach osobnika odpowiedzialnego za dostarczanie racji żywnościowych. Dlatego najczęściej przyrządzam naleśniki- bo potrzeba jedzenia potrafi być bardzo głośna! 


 Z cyklu jedzenie w terenie- cały banan musi zmieścić się do paszczy żeby zwolnić łapki

Translate/Übersetzen